Jak już zapewne wiecie od ponad miesiąca mieszka z nami pies… dokładnie suka – Leja. Spełnienie jednego z moich odwiecznych marzeń o posiadaniu psiaka. Z perspektywy ostatnich 6 tygodni spędzonych z tym dodatkowym domownikiem muszę powiedzieć, że nie na wszystko byliśmy w pełni przygotowani (ale daliśmy radę).
Ukończenie czwartego miesiąca (07.06.09) okazało się o tyle przełomowe, że zaczynamy powoli zapominać o największym problemie jaki sprawia mały pies – niekontrolowanie potrzeb fizjologicznych – oddawanie moczu i kału gdzie popadnie (czyli najczęściej w domu).

img by wiki
Co było najtrudniejsze w nauczeniu Lejki robienia “tego” na zewnątrz?
1. Pozytywne motywowanie – czyli nagradzanie psa kiedy zrobił coś dobrze – np. kupkę na dworze. Równie trudne było powstrzymanie się od negatywnej motywacji czyli powstrzymanie się od karania psa, zwłaszcza wtedy kiedy kara nie miała nastąpić bezpośrednio po przewinieniu.
2. Cierpliwość. Potrzeba było dużo cierpliwości. Bardzo dużo cierpliwości. A nawet jeszcze trochę więcej cierpliwości. Okropnie mnie irytowało kiedy to małe nieszczęście potrafiło się posikać tuż przed spacerem, zrobić kupkę w czasie naszej jedno czy dwu godzinnej nieobecności w domu lub popuścić z radości. Tak najzwyczajniej z radości też piesa potrafiła się posikać.
3. Psia toaleta. Miejsce jakie sobie wybrała do załatwiania swoich potrzeb też nie było najszczęśliwsze – cierpiały i ubrania zawieszone na wieszaku poza szafą i mój rower. Co gorsza specjalne pieluchy dla psa, które pięknie wchłaniają sam mocz jak i zapach Leja omijała szerokim łukiem. Jeśli choć częściowo nasiusiała na pieluchę to tylko przypadkowo.
Spacery
Na początku przez blisko 2 tygodnie nie mogliśmy jej wyprowadzać na dwór. Trzeba było przeczekać odpowiedni okres po pierwszych szczepieniach. Kiedy jednak zaczęły się spacery pies zaczął odkrywać cały wielki otaczający go świat.
1. Zapachy. Ta rasa ze względu na swoją charakterystykę i pierwotne przeznaczenie ma świetny węch. W związku z tym, pierwsze spacery odbywały się z nosem oddalonym maksymalnie o centymetr od ziemi. Trawniki, chodniki, studzienki, kosze na śmieci etc. – to wszystko ma okropnie fascynujące zapachy. Nie da się ot tak, spokojnie przejść obok drzewka czy krzewu. Na szczęście pierwsze spacery odbywaliśmy po zamkniętym terenie osiedla co znacznie ułatwiało wychowanie psa ze względu na ograniczoną ilość bodźców.
2. Bodźce wizualne. Z tym było jeszcze gorzej. Otóż nasza Leja witała się ze wszystkim co się poruszało – dorośli, dzieci, psy… jedyne czego nie ścigała to samochody (na szczęście). Trudno było opanować jej chęć przywitania się z wyjściowo ubranym sąsiadem czy dzieckiem, które ledwo co nauczyło się chodzić i przywitanie z psem, który na dzień dobry skacze z radości jak oszalały może okazać się – powiedzmy “dość trudnym wyzwaniem”. Interesowało ją wszystko co się poruszało – łącznie z drzewem, które poruszało się dzięki podmuchom wiatru.
3. Śmiecie. Bardzo szybko zauważyłem ile śmieci – petów, niedopałków, przeżutych gum, foliowych torebek i papierków po słodyczach – wala się po osiedlu mimo iż na każdym kroku stoi kosz na śmieci. Zacząłem zauważać te odpadki i ślady naszego ludzkiego życia codziennego ponieważ kochana nasza Leja każdy z tych śmiech badała organoleptyczne – w przypadku psa oznacza to badanie za pomocą pyska. Łącznie z próbą pogryzienia i połknięcia tego co się udało znaleźć. Fantastycznym przysmakiem przez pierwsze dni były gumy do żucia oraz (surowe, a jakże) ślimaki, które wypełzały masowo po każdym deszczowym dniu!
Jak sobie z tym radzić?
Zapachów psu na dworze nie ograniczymy – jest to zwyczajnie nie możliwe, bo nawet nie mamy pojęcia co ta bestia właśnie wyczuła. Psy mają dużo lepszy, wrażliwszy zmysł powonienia, więc ludzie przeważnie jednak nie wyczuwają tego co wyczuwają psy. Tym bardziej jeśli są to psy z pierwotnym przeznaczeniem myśliwskim czy aportująco-myśliwskim. To trzeba przeczekać – w końcu pies pozna wszystkie zapachy (lub większość) i nie będzie już tak łapczywie ich kolekcjonował.
Natężenie bodźców wizualnych jest dużo mniejsze kiedy wychodzimy na wieczorny spacer oraz w czasie spaceru porannego jeśli odbywamy go w nieprzyzwoicie wczesnych godzinach. W naszym przypadku spacer o godzinie 23:00 był świetną porą żeby próbować wychowywać psa i uczyć pewnych zachowań. Oczywiście wtedy też spotykaliśmy najwięcej psów na spacerach, przy których o nauce nie było mowy. Jednak miało to swoje dobre strony – kiedy już się pies wybawi i wybiega łatwiej było go przekonać do skupienia się na nauce. Zacząłem od spuszczania psa ze smyczy podczas wieczornych spacerów i wołania kiedy odchodziła za daleko – oczywiście za każdy powrót pies otrzymywał nagrodę w postaci smakołyka.
Zjadanie śmieci było o tyle uciążliwe, że ciężko upilnować czy pies już coś złapał w pysk czy dopiero obwąchuje teren. Zwłaszcza kiedy prawie cały spacer łazi z nosem w trawie ;). W pewnym momencie skubana bestia nauczyła się nawet łapać korę spod drzewek kiedy nie patrzyłem a kiedy spoglądałem przestawała żuć i chowała całość w pysku tak, że nie było widać że coś już zdążyła złapać. Oduczenie psa ponoszenia wszystkiego z ziemi nie należało do przyjemnych. Za każdym razem kiedy Leja złapała coś do pyska podchodziłem, kucałem przy niej i mówiłem stanowczym głosem “zostaw!”. Następnie wyjmowałem jej to co złapała z pyska jednocześnie wkładając palec lub dwa na tyle głęboko w przełyk żeby skojarzyć łapanie z ziemi śmieci z nieprzyjemną procedurą wyciągania. Samo wyjęcie psu z pyska śmiecia nie sprawia mu ani przyjemności ani przykrości. Teraz kiedy zdarzy jej się złapać jakiegoś śmiecia wystarczy że powiem “zostaw!” i sama to wypluwa. Bo po co ma zmuszać pana do wkładania palca w przełyk kiedy to prawie powoduje wymioty – żadna przyjemność, prawda?
Fajnie mieć psa
W tej chwili Leja już słucha się a spacerach. Nawet małe dzieci, które są jej ulubionymi partnerami zabaw nie są na tyle “atrakcyjne” żeby nie słuchać się kiedy się ją woła. Nauczyła się robić “siad”, “leżeć” i wracać na zawołanie. Kolejne komendy są juz w trakcie nauki.
Przed zakupem psa naprawdę warto poczytać o danej rasie (nie tylko w sieci, ale wybrać się tez do jakiegoś Traffica czy Empiku) oraz popytać znajomych, którzy sa w posiadaniu psa – nawet jeśli maja przedstawiciela innej rasy – na pewno będą w stanie coś podpowiedzieć. Dzięki temu dobierzesz psa do swoich potrzeb i wymagań. Dzięki temu oboje będziecie szczęśliwsi!
Ja mam kundla, tu nie działają żadne metody, zbyt inteligentny. Jak mnie wyciągnie na pacer to nie raz pół godziny go nie mogę zaciągnąć z powrotem do domu, wie że nie mam siły skubany ;)))
@lavinka
nasza Leja też nas testowała na początku. Tylko, że od samego początku szybko się przekonywała kto na ile jej pozwala. I teraz wie, że bardziej opłaca się słuchać niż sprawdzać czy tym razem może się uda coś wywalczyć.
[...] pojawił sie na moim osobistym blogu: lipiec.waw.pl Tagged as: Leja, nauka, szczeniak Leave a comment Comments (0) Trackbacks (0) ( subscribe to [...]